Knajpka, jak inne. Zapach jadła, gwar rozmów, w tle muzyka - no
można by rzec spokojne popołudnie dla ludzi chcących coś dobrego zjeść w
fajnym miejscu.
Wtem z trzaskiem otwierają się drzwi wejściowe. Skrzydło drzwi uderza o ścianę i z głośnym wrzaskiem wpada trójka dzieci. Tu określenie,, dzieci" uważam za mocno naciągane. To trzy istoty, każda około metra wysokości, wydające z gardeł - JEDNOCZEŚNIE - wrzask o najwyższej skali decybeli, wzajemnie się przekrzykujące. Przy akompaniamencie tego głosowego tornada, istoty depczą po sobie wzajemnie ( przewracają się jedno przez drugie ), wpadają na krzesła klientów, po drodze łapią się czego się tylko da ( obrus na stole, fartuch kelnerki niosącej - na szczęście - puste talerze i szklanki) i cała ta kotłowanina przemieszcza się przez lokal. Za tym,, kataklizmem" z niewzruszonymi żadną reakcją twarzami, kroczą na obcasach ( szpilkach) dwie istoty rozpoznawalne, jako kobiety. Ubiór - a jakże - całkiem na czasie najnowszych trendów mody, tipsy dzierźą kluczyki od jakiegoś auta, zapewne pozostawionego na parkingu. Na głowach feeria kolorów i dopinek, owłosienie tych głów nosi znamiona długiego wizytowania w salonie fryzjerskim. Kroczą w tych obcasach, jak czaple po bagnie. Mniejsze istoty dopadły jakieś krzesła i weszły na nie z podłogi na siedziska, ale nie po to zeby usiąść, lecz chyba zamiarem wejścia wyżej - na stół. W ostatniej chwili jednak zaniechały tego pomysłu, i przy dalszym akompaniamencie wrzasku, zaczęły zdejmować odzież wierzchnią. Mamusie - bo chyba taka jest ich rola obok istot mniejszych - bez zbędnych ceregieli zażądały od przechodzącej kelnerki podania pięciu butelek napoju : ,, bo dzieciom chce się pić ". Dziewczyna, z trudem łapiąc równowagę z naczyniami, po przejściu ,,tornada decybelowego" , odrzekła, że za chwilę podejdzie i przyjmie zamówienie. Niestety, tym razem,, mamuśki " zaczęły podniesionymi głosami demonstrować swoje niezadowolenie z jakości obsługi... Widzowie tego całego,, przedstawienia" z nierzadko zawieszonymi dłońmi nad talerzami, lub w innym znieruchomieniu, nie mogli nadziwić się - jaka to placówka udzieliła przepustki dla swoich,, pacjentów".
Nawet nie wiadomo, jak zareagować, jak się bronić przed taką ,,inwazją " ? ..... Jedyne co ogarnia człowieka, to niekłamane przerażenie ...
Czy jest ktoś z czytających, gotowy wypowiedzieć się w tym temacie ?
Wtem z trzaskiem otwierają się drzwi wejściowe. Skrzydło drzwi uderza o ścianę i z głośnym wrzaskiem wpada trójka dzieci. Tu określenie,, dzieci" uważam za mocno naciągane. To trzy istoty, każda około metra wysokości, wydające z gardeł - JEDNOCZEŚNIE - wrzask o najwyższej skali decybeli, wzajemnie się przekrzykujące. Przy akompaniamencie tego głosowego tornada, istoty depczą po sobie wzajemnie ( przewracają się jedno przez drugie ), wpadają na krzesła klientów, po drodze łapią się czego się tylko da ( obrus na stole, fartuch kelnerki niosącej - na szczęście - puste talerze i szklanki) i cała ta kotłowanina przemieszcza się przez lokal. Za tym,, kataklizmem" z niewzruszonymi żadną reakcją twarzami, kroczą na obcasach ( szpilkach) dwie istoty rozpoznawalne, jako kobiety. Ubiór - a jakże - całkiem na czasie najnowszych trendów mody, tipsy dzierźą kluczyki od jakiegoś auta, zapewne pozostawionego na parkingu. Na głowach feeria kolorów i dopinek, owłosienie tych głów nosi znamiona długiego wizytowania w salonie fryzjerskim. Kroczą w tych obcasach, jak czaple po bagnie. Mniejsze istoty dopadły jakieś krzesła i weszły na nie z podłogi na siedziska, ale nie po to zeby usiąść, lecz chyba zamiarem wejścia wyżej - na stół. W ostatniej chwili jednak zaniechały tego pomysłu, i przy dalszym akompaniamencie wrzasku, zaczęły zdejmować odzież wierzchnią. Mamusie - bo chyba taka jest ich rola obok istot mniejszych - bez zbędnych ceregieli zażądały od przechodzącej kelnerki podania pięciu butelek napoju : ,, bo dzieciom chce się pić ". Dziewczyna, z trudem łapiąc równowagę z naczyniami, po przejściu ,,tornada decybelowego" , odrzekła, że za chwilę podejdzie i przyjmie zamówienie. Niestety, tym razem,, mamuśki " zaczęły podniesionymi głosami demonstrować swoje niezadowolenie z jakości obsługi... Widzowie tego całego,, przedstawienia" z nierzadko zawieszonymi dłońmi nad talerzami, lub w innym znieruchomieniu, nie mogli nadziwić się - jaka to placówka udzieliła przepustki dla swoich,, pacjentów".
Nawet nie wiadomo, jak zareagować, jak się bronić przed taką ,,inwazją " ? ..... Jedyne co ogarnia człowieka, to niekłamane przerażenie ...
Czy jest ktoś z czytających, gotowy wypowiedzieć się w tym temacie ?






