...... Poranek zapowiadał udany dzień. Śnieg padał za oknem, świat stał się biały, jak za dawnych dobrych czasów, gdy słowo ,,zima" było potwierdzone aurą do tego odpowiednią.
Nic nie wskazywało na jakąś drastyczną zmianę.
Niestety złudna nadzieja. Około południa pogoda załamała się.
Najpierw próbowałam ,,ratować" się kawą przed sennością ogarniającą mnie bardzo szybko, a potem .... było tylko paskudniej.
Artroza, to taka ,,bestia", która objawia sie wyjątkową dokuczliwością, gdy aura robi się wilgotna, deszczowa czyli jednym słowem ,,zgniła". Wtedy określam to że ,,boli mnie cała Basia". Ból wdziera się dosłownie w każdy zakamarek mojego ciała. Boli nawet dotyk odzieży na skórze.
Jedyne co mi w takiej chwili przychodzi na myśl - schować się gdzieś, najlepiej pod kołdrę i zasnąć.... przeczekać.
Niestety, dzisiaj to nie pomogło. Musiałam ratować się, i to szybko. Poszły w ruch środki przeciwbólowe. Wiem - na jedno pomaga na inne szkodzi. Tabletki maja to do siebie, że nie są tylko pomocne 😥, potrafią też nieźle szkodzić, zwłaszcza te o bardzo inwazyjnym działaniu.
Nawet nie chcę myśleć, jaki ślad pozostawi dzisiejsza dawka ,,prochów" , ważne, że w końcu ból zelżała na tyle, ze byłam w stanie do końca dnia dotrwać w stanie w miarę używalnym do tego, aby przygotować się do snu.
Tak więc dobry początek dnia wcale nie wróżył równie pomyślnego zakończenia.
Zawsze jednak pozostaje nadzieja, że jutrzejszy dzień będzie lżejszy w skutki odczuwania zmian meteorologicznych.
Wszystkim siostrom i braciom w niedoli życia z Artrozą, życzę lepszego spędzenia kolejnego dnia.....

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz